RSS
poniedziałek, 25 lutego 2019
Oscary 2019

Znowu miął nam niespodziewanie kolejny rok i przed nami kolejna gala rozdania Oscarów. W tym roku można by rzec że króluje czarny humor, zwłaszcza że mamy nominowane filmy o czarnych, o rasizmie i takie z oryginalnym poczuciem humoru, a do tego jeszcze "Czarną Panterę" jako najlepszy film. Oczywiście mam swoich faworytów, więc tak tytułem krótkiego wstępu napiszę hasłowo, że jak dla mnie faworytami są trzy, no może cztery filmy: "Green Book", "Faworyta" i "Roma", tym czwartym jest "Vice". Obraz "Vice" to znakomite studium postaci byłego vice prezydenta USA Dicka Cheneya i znakomita rola Christiana Bale. Co do filmu "Zimna wojna" to uważam że może dostać nagrodę za zdjęcia, ale za reżyserie i najlepszy film nieanglojęzyczny odbierze mu go właśnie meksykańska "Roma", no chyba że "Zimna Wojna" dostanie za film nieanglojęzyczny, a "Roma" jako najlepszy film, ale to raczej mało prawdopodobne. Myślę że zdobywcą najważniejszego Oscara w tym roku będzie jednak "Green Book", film o rasizmie i godności ludzkiej, ze znakomitymi kreacjami aktorskimi, moim zdaniem Viggo Mortensen powinien dostać za tą rolę nagrodę, no chyba że zabierze mu ją Willem Dafoe za role Van Gogha. Chyba że jak na Złotych Globach wszystko zgarnie Rami Malek i ugrzeczniona biografia Freddie Mercury z Queen, czyli "Bohemian Rhpsody", film dobry ale właśnie ugrzeczniony i pomieszane fakty. Jeśli chodzi o najlepszą aktorkę to w tym roku jestem rozdarty między znakomitą Olivią Colman jako królową Annę w "Faworycie", a genialną, podziwianą przez ze mnie od lat Glenn Close w znakomitej "Żonie". Drugoplanowi to jak dla mnie Mahershala Ali w "Green Book" i Emma Stone i Rachel Weisz w "Faworycie" (znów to rozdarcie). Należy też wspomnieć o filmie "Pierwszy Człowiek", ze świetną rolą Ryana Goslinga. To tyle słowem wstępu :-).

Już za parę godzin zacznie się 91 gala i pomału wszystko się wyjaśni. 

Poniżej tradycyjnie zamieszczam kilka spisanych wrażeń z oglądania gali na żywo.

No tego na Oscarach jeszcze nie było, mini koncert Queen z Adamem Lambertem - "Will rock You" i "We are the champions":)

Wiązanka filmów które weszły do kin w ostatnim roku

 

Najlepsza aktorka drugoplanowa - Regina King "Gdyby ulica Beale umiała mówić" - szkoda że nie jedna z dwóch "Faworyt", Amy Adams też nadal musi poczekać.

 

Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny - Elizabeth Chai Vasarhelyi, Jimmy Chin, Evan Hayes i Shannon Dill "Free Solo"

Tom Morello z Rage Agains The Machine - ciekawe - film Vice

 

Najlepsze Najlepsza (makeup) charakteryzacja -  Greg Cannon, Kate Biscoe i Paricia Dehaney "Vice"- pierwsza nagroda dla tego tytułu 

 

Najlepsze kostiumy -  Ruth E. Carter "Czarna Pantera" - w końcu po sześciu nominacjach, pierwsza nagroda dla tego tytułu, swoją drogą niesamowite stroje mieli wręczający statuetkę :)

 

Najlepsza scenografia - Hannah Beachler i Jay Hart "Czarna Pantera" - druga nagroda dla tego tytulu

 

Najlepsze zdjęcia - Alfonso Cuaron "Roma" - pierwsza nagroda dla tego filmu i pierwsza przegrana naszej "Zimnej Wojny"

 

Piosenka nominowana z filmu "RGB" - Jennifer Hudson "I'll Fight"

 

Syrena William i film "Narodziny Gwiazdy" - kolejny remake tego filmu, najpierw Judy Gurland, potem Barbara Streisand, a teraz Lady Gaga

 

Najlepszy montaż dźwięku -  John Warhurst i Nina Harstone "Bohemian Rhapsody" - pierwsza nagroda dla tego tytułu

 

Najlepszy dźwięk - Paul Massey, Tim Cavagin i John Casali "Bohemian Rhapsody" - druga nagroda dla tego tytułu, wygrała kopiowana muzyka niestety, choć muzyka wspaniała.

 

Queen Latifah i film "Faworyta" - trzy wspaniałe kreacje aktorskie :)

 

Najlepszy film nieanglojęzyczny - "Roma" - oczywiście :), druga nagroda dla tego tytułu, "Zimna Wojna" przepadła

 

Keegan Michael Key jako Mary Poppins :)

 

Piosenka nominowana z filmu "Mary Poppins Powraca" Emily Blund "The Place Where Lost Things Go"

 

Trevor Nohah i film "Czarna Pantera"

 

Najlepszy montaż - John Ottman "Bohemian Rhabsody" - to już trzecia nagroda dla tego tytułu

 

Najlepszy aktor drugoplanowy - Mahershala Ali "Green Book" - yes, yes, yes :) pierwsza nagroda dla tego tytułu, drugi raz ten aktor dostał nagrodę w tej samej kategorii :)

 

Najlepszy pełnometrażowy film animowany - Bob Persichetti, Peter Ramsey, Rodney Rothman, Phil Lord i Christopher Miller "Spider-Man Universum"

 

Piosenka nominowana z filmu "Ballada o Busterze Scruggsie" Tim Blake Nelson i Wille Watson "When A Cowboy Trades His Spurs For Wings"

 

Film "Bohemian Rhapsody"

 

Najlepszy krótkometrażowy film animowany - Domee Shi i Becky Neiman-Cobb "Bao" - film o macierzyństwie.

 

Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny - Melissa Burton i Rayka Zehtabchi "Okresowa rewolucja" - to jest niesamowite, film o miesiączkach i podpaskach dostał Oscara.

 

Film "Roma"

 

Najlepsze efekty specjalne - Paul Lambert, Ian Hunter, Tristan Myles i J. D. Schwalm "Pierwszy Człowiek" - pierwsza nagroda dla tego tytułu, bardzo się cieszę, już w swojej recenzji doceniłem niesamowite efekty specjalne w tym filmie. :)

 

Piosenka nominowana z filmu "Narodziny Gwiazdy" Bradley Cooper i Lady Gaga "The Shallow"

 

Najlepszy krótkometrażowy film aktorski - Guy Nattiv i Jaime Ray Newman "Skin"

 

Najlepszy scenariusz oryginalny - Nick Vallelonga, Brian Currie, Peter Farrelly "Green Book" - druga nagroda dla tego tytułu i proszę Tony Wara dostał Oscara :)

 

Najlepszy scenariusz adaptowany  - Kevil Willmott, Charlie Wachtel, Spike Lee, David Rabinovitz "Czarne Bractwo" - pierwsza nagroda dla tego tytułu. Spike Lee wygłosił mocny manifest polityczny, który w końcu dostał Oscara :)

 

Najlepsza muzyka -  Ludwig Goransson "Czarna Pantera" - trzecia nagroda dla tego tytułu

 

Najlepsza piosenka - Bradley Cooper i Lady Gaga "The Shallow" z filmu "Narodziny Gwiazdy" - pierwsza nagroda dla tego tytułu i po trzech nominacjach Oscar dla Lady Gagi

 

Pożegnanie tych twórców którzy przez ostatni rok odeszli - m . in. Bernardo Bertolucci, Burt Reynolds, Milos Forman, Witold Sobociński, Stan Lee, Tab Hunter, James Karen, Albert Finney, to tylko ci najsławniejsi.

 

Barbara Streisant :) i film "Czarne Bractwo"

 

Najlepsza aktor pierwszoplanowy - Rami Malek "Bohemian Rhaopsody" - czwarta nagroda dla tego tytułu, szkoda, kopia dostała Oscara, szkoda że nie Viggo Mortensen, choć powinienem się też cieszyć w końcu film o imigrancie homoseksualiście, ale strasznie ugrzeczniony i nieprawdziwy, ale tak muzyka Queen i Rami Malek to dwa duże atuty tego filmu, ale to Viggo powinien dostać :(.

 

Film "Green Book" :)

 

Najlepszy aktorka pierwszoplanowa - Olivia Colman "Faworyta" - pierwsza nagroda dla tego tytułu, całkowicie zasłużenie, choć Glenn Close musi dalej czekać :) uwielbiam Close, ale bardzo się cieszę :) Znakomite wystąpienie :)

 

Najlepszy reżyser - Alfonso Cuarona "Roma" - trzecia nagroda dla tego tytułu, druga dla Alfonso Cuarona, Oscar zasłużony, "Zimna Wojna" rozjechana.

 

No i Julia Roberts :)

 

Najlepszy film -  "Green Book" - yes, yes, yes, yes - pięć nominacji i trzy Oscary:najlepszy aktor drugoplanowy, najlepszy scenariusz oryginalny i najlepszy film, brakuje tylko Oscara dla Viggo Mortensen.

02:01, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lutego 2019
"Green Book"

Na samym wstępie trzeba zwrócić uwagę że obraz oparty jest na faktach, a postacie jego żyli naprawdę. Jest to zarówno dramat i komedia. Głównym bohaterem filmu jest Tony Lip (Tony Wara, od wargi? znakomita kreacja aktorska Viggo Mortensena), drobny cwaniaczek z Bronxu włoskiego pochodzenia, mający nie do końca jasne powiązania z mafią i całą resztę typowo włoskich stereotypów, mający trochę rasistowskie poglądy. Pewnego dnia, z nadzieją na zgarnięcie konkretnej sumki, zatrudnia się jako szofer wybitnego, ekstrawaganckiego muzyka Dona Shirleya (świetna rola Mahershala Ali), intelektualistę, samotnika o wyrafinowanym języku i specyficznych manierach, który ma wszystko to czego brakuje większości jego pobratymcom - sławę, wykształcenie, społeczny prestiż. Zwłaszcza że akcja filmu dzieje się na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie wyruszają w wielotygodniowe tournee, a są lata sześćdziesiąte, segregacja rasowa nadal obowiązuje. Tytułowa "Zielona książeczka" wskazuje miejsca gdzie może zatrzymać się czarny podróżnik. Od samego początku praktycznie jest jasne, że Don wybrał się w tą podróż specjalnie by zobaczyć i doświadczyć tego co jest udziałem jego czarnych braci, jeżeli widz ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości to uzmysłowią to dobitnie jemu, choć formalnie Tonemu, towarzyszący Donowi muzycy, Rosjanie. Przez to jest to w zasadzie film drogi.

Z pozoru różni ich wszystko: od majątku i wykształcenia, przez sposób bycia, po ulubione jedzenie i rozrywki, nawet muzyka. Tony to człowiek z plebsu ale jednak biały, natomiast Don Shirley to wytworny artysta, po konserwatorium w Petersburgu, o wytwornych manierach człowiek z arystokracji, który wierzy że ludzi można zmienić poprzez muzykę, w okolicznościach południa Stanów Zjednoczonych to tak jakby spadł z kosmosu. Z czasem jednak będą mieli okazję przekonać się bliżej. Ich wspólna, pełna rozmaitych przygód podróż stanie się początkiem nieprawdopodobnej wydawałoby się z początku przyjaźni. Choć wszystko w tym filmie jest w zasadzie proste i aż nazbyt oczywiste, to jednak zapada długo w pamięci.

W zasadzie od początku filmu wszystko wiadomo, jednak film ma momenty kiedy wzrusza, a nawet zachwyca. Film jest dobrze wyreżyserowany, co jest tym bardziej ciekawe bo wcześniej Peter Farrelly był znany z takich "arcydzieł" jak "Głupi i głubszy" czy "Sposób na blondynkę", to chyba pokazuje że każdy ma jeszcze szanse, jeszcze jest nadzieja. Obraz dobrze skonstruowany, ale po raz kolejny, jak to jest obecnie w modzie, jakby ugrzeczniony. Całość mamy tylko i wyłącznie z perspektywy Tonego (znakomita kreacja aktorska Viggo Mortensena), więc z wiadomych względów stronnicza i przerysowana. Do tego kwestia że gdzieś w połowie filmu widz dowiaduje się, że Shirley jest także gejem, co dodatkowo wzmaga jego wyobcowanie. Ale potraktowanie tego wątku tyleż zadziwia, co budzi politowanie. Zajmuje na może ze dwie minuty na ekranie. Zostaje skwitowany by już potem nie powrócić. Nie dowiadujemy się niczego o życiu uczuciowym bohatera. Jedyne co wiemy to to że z jakiegoś powodu nie utrzymuje kontaktów ze swoim bratem, czyżby problemem był homoseksualizmu Dona? Generalnie, jak już wspominałem, narracja jest prowadzona ze strony heteroseksualnego Tonego, męża i ojca, który ma wszystko to czego brakuje odmieńcowi: rodzinę, dzieci, wiernie czekającą żonę i hałaśliwą wigilię. Cóż jak wiec widać wiele się zmienia ale hipokryzja pozostaje bez zmian. Mamy tu trochę moralizatorstwa, sporo przemilczeń, generalnie ciepła historia o tolerancji.

Generalnie jednak trzeba powiedzieć że mimo tych zastrzeżeń film jest dobry, ma swoje mocne momenty, jest zabawny, zwłaszcza poprzez zderzenie dwóch nieprzystających do siebie światów dwóch głównych bohaterów, ale nie jest to żadne dzieło. Kreacje aktorskie są znakomite i to jest na pewno wielką siłą tego obrazu. Film przyjemny do oglądania o trudnych sprawach, świetnie opakowany, znakomicie zagrany i mimo wszystko zapadający w pamięć i dający do myślenia. Z całą pewnością zobaczyć warto, nie będzie to czas zmarnowany, ale czy ten film zasługuje na Oscara to nie sądzę, choć wśród ogólnie słabych obecnie produkcji pozytywnie się wyróżnia. Choć pewno go dostanie jako film o godności, o pokonywaniu rasizmu, o tolerancji... Polecam zobaczyć, ale czy się zachwycać to już każdy musi sam zdecydować.

13:35, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 grudnia 2018
"Sorry Angel"

Akcja filmu dzieje się w 1993 roku, w zupełnie innych czasach. "Życie zaskakuje bardziej niż filmy" – tak powiedział Arthur do Jacquesa, kiedy pierwszy raz przypadkiem spotkali się w kinie. Jacques to znany w Paryżu pisarz, a Arthur to młody student, który dużo czyta. Spotkają się jeszcze wiele razy, a ich namiętność przeplata się z intelektualną i emocjonalną grą. Jednak choroba Jacquesa nie pozwala mu uwierzyć, że ma jeszcze szansę na prawdziwą miłość. Ten film to najnowsze dzieło Christope;a Honore, który powraca do tematu HIV, podjął już ją w swojej powieści młodzieżowej "Tout contre Léo" i w filmie telewizyjnym zrealizowanym na jej podstawie w 2002 roku. W "Sorry Angel" przedstawia nieoczywisty romans zbliżającego się do czterdziestki pisarza Jacques'a  (w tej roli świetny Pierre Deladonchamps) z pasjonującym się literaturą studentem Arthurem (w którego wciela się Vincent Lacoste). Opartą na różnicy wieku i doświadczeń relację dodatkowo komplikuje choroba Jacques'a, którego ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Reżyser zgrabnie łączy wyrafinowaną estetykę ze zmysłowością, poczuciem humoru (znakomite kąśliwe sarkastyczne teksty), młodzieńczą energią i gorzkim obrazem skazanej na niespełnienie miłości. Choć jak powiedział sam Honore "To nie jest historia o miłości niemożliwej - to raczej historia o niemożliwym życiu". Obraz skąpany w niebieskich odcieniach pokazuje w dyskretnie nostalgiczny sposób flirt dwóch mężczyzn, dla których droga do namiętności wiedzie przez błyskotliwe dyskusje o książkach. 

Muszę przyznać że na początku oglądania tego filmu zacząłem się nudzić. Oglądaliśmy kilka nie połączonych ze sobą scen i do końca nie było wiadomo o co chodzi. Zastanawiałem się na co ja przyszedłem. Pomyślałem no dobra, jakoś się przemęczę te dwie godziny. Do tego film jest francuski, mówią po francusku i trzeba będzie dużo czytać, ech... odwykłem od tego... Plenery kręcone są w Paryżu, ale miasto jest tu mało zaznaczone i w sumie mało istotne. Dobrą stroną tego filmu jest zdecydowanie ścieżka dźwiękowa, to przeważnie nie wróży obrazowi dobrze, ale tu znakomicie pasują do opowiadanej historii, dobrze oddają stan emocjonalny. Na szczęście potem film się nabrał tępa i się rozkręcił. Niestety film przez większość czasu dzieję się w półmroku, rzadkie są momenty kiedy możemy zobaczyć aktorów dobrze oświetlonych. Dwóch głównych bohaterów stało się bardziej realnych. Scenariusz opowiedzianej historii realistyczny. Dobrze została oddana różnica wieku między facetami i wynikająca z tego różnica w spojrzeniu na świat i w podejściu do życia, strachu przed nim. Reżyser uniknął pójścia w zgorzknienie starszego schorowanego faceta. Miłosna relacja facetów w filmie jest dość skomplikowana. Z jednej strony chcą realizować swoje pragnienia, ale z drugiej muszą myśleć realistycznie. Są również sceny erotyczne, nie są one częste i generalnie są to zaznaczenia emocjonalnych stanów uniesienia. Pod tym względem film jest niestety typowo francuski, czyli dużo gadają o cierpieniu z miłości, a mało robią. Choć przyznam że piękna jest scena w wannie w której nasz starszy bohater rozmawia ze swoim byłym umierającym na AIDS. Generalnie tutaj erotyka jest nierozerwalnie spleciona z uściskiem śmierci. Jest to generalnie słodko-gorzki film sugerujący cieszenie się życiem, tym co mamy, a nie wiecznym gonieniem za ideałem aż będzie za późno. 

Film warto zobaczyć i moim zdaniem nie jest on tak bardzo dołujący jakby się to na pierwszy rzut oka wydawało. Christophe Honore w bardzo wysmakowany sposób pokazuje nam swój świat, bez epatowania śmiercią i gorzkimi scenami, wypełnionymi egzystencjalnym cierpieniem. Jest to, powtórzę, film o życiu. Póki człowiek żyje to jeszcze jest nadzieja. 

Film oceniam na 4

21:00, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 grudnia 2018
"Winni"

Rutynowy wieczór przy telefonie alarmowym. Operator odbierający dziś połączenia to były funkcjonariusz policji, z niecierpliwością czeka na zbliżający się koniec zmiany. Pijani imprezowicze, niedzielni kierowcy, blokujący numer żartownisie powodują że irytacja policjanta rośnie, do momentu, kiedy odbiera telefon od spanikowanej kobiety. Została porwana, a samochód, w którym się znajduje, jedzie w nieznanym kierunku. Gdy połączenie zostanie gwałtownie przerwane, mężczyzna nie opuszczając pokoju rusza kobiecie na ratunek, polegając wyłącznie na swoim doświadczeniu, intuicji i… telefonie.

Niesamowity duński thriller, w zasadzie to teatr jednego aktora. Kamera skupia się na twarzy naszego policjanta, właściwie poza nim to jeszcze tylko dwóch aktorów pojawia się na ekranie. Tym niemniej cały czas napięcie nie opada i z czasem gdy akcja posuwa się naprzód poznajemy nie tylko losy porwanej kobiety, ale również nie łatwą przeszłość policjanta. Ten obraz mimo tego że jest oszczędny w formie wstrząsa widzem, do głębi porusza. Fabuły nie mogę przytoczyć bo wtedy widz straci element zaskoczenia, powiem tylko że widownia w kinie oglądała film w skupieniu i w ciszy, czasem tylko komuś wyrwało się "o cholera", czy bardziej niecenzuralne słowo. Ten obraz naprawdę warto zobaczyć, nie wszystko jest takie proste, łatwe i oczywiste jak się na początku wydaje. 

Film oceniam na 5

Tagi: winni
09:50, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2018
"Bohemian Rhapsody"

Ten film to opowieść o zespole Queen, jego muzyce i niezwykłym wokaliście Freddie’em Mercurym (w tej roli Rami Malek), który przełamując stereotypy i konwencje, zdobył uwielbienie niezliczonych fanów. Obraz ukazuje błyskotliwą karierę zespołu, który dzięki ikonicznym utworom i rewolucyjnemu brzmieniu wspiął się na szczyty sławy, dopóki skandalizujący styl życia Mercury’ego nie postawił wszystkiego pod znakiem zapytania. Triumfalny powrót zespołu podczas koncertu Live Aid z udziałem cierpiącego na AIDS Mercury’ego wszedł na trwałe do historii muzyki rockowej i po dziś dzień stanowi źródło inspiracji dla wszystkich tych, którzy czują się inni, niepoprawnych marzycieli i wielbicieli muzyki na całym świecie.

Film jest bardzo poprawny i grzeczny. Niestety obraz obfituje również w liczne przemilczenia i przekłamania wobec prawdziwej historii zespołu Queen i jego wokalisty. Z początku oglądamy słodką jak landrynka laurkę o heteroseksualnym Farrokhu Bulsara. Z momentem gdy Farrokh staje się Freddie'm Mercury wyłania się barwny motyl, wyłania się kultura gejowska w tle, a sam Freddie staje się gejowaty i film wtedy zdecydowanie  przyspiesza, wręcz trochę za bardzo, cały czas tylko tworzenie muzyki, płyta, trasa, płyta, trasa. Życie prawdziwego Freddiego jest tutaj mocno pominięte. Oczywiście mamy najważniejsze rzeczy, których po prostu nie dało się pominąć, jak Paula, czy Jima Huttona. Dobrym punktem tego obrazu są z pewnością dobre dialogi, podszyte zabawnym humorem. Sam Malik świetnie się wpasował w postać lidera Queen, jednak wykreował strasznie zagubionego chłopca w świecie dorosłych, trochę to karykaturalne i przeszkadza w oglądaniu, drażni, Jednak z biegiem czasu widz przyzwyczaja się do głównej postaci, nawet zaczyna ją lubić. Na końcu filmu nawet się wzruszyłem i uroniłem kilka łez. Całość trochę trudno mi ocenić, bo z tą muzyką jestem bardzo emocjonalnie związany, wszak to muzyka mojego dzieciństwa, z drugiej strony to właśnie muzyka jest głównym tematem tego filmu. Generalnie film warto zobaczyć, chociażby po to by zobaczyć jak wiele straciliśmy, dla fana muzyki to z pewnością uczta. 

Film oceniam na 4

niedziela, 25 listopada 2018
"Pierwszy człowiek"

Reżyser musicalu "Lala Land" Damien Chazelle i Ryan Gosling ponownie łączą siły. Tym razem na warsztat wzięli historyczną opowieść o misji NASA, dzięki której na Księżycu wylądował człowiek. Obraz skupia się na życiu Neila Armstronga w latach 1961-1969. „Pierwszy człowiek” to opowiedziana w pierwszej osobie historia na podstawie książki Jamesa R. Hansena. Jest to swoisty zapis trudu, wyrzeczeń i poświęcenia, które wiązały się z jedną z najbardziej niebezpiecznych misji w historii ludzkości. 

Film jest mocno osadzony w realiach lat 60. W dodatku został nakręcony w starym stylu, bez szybkiego montażu czy ujęć, bez całej masy efektów specjalnych, jakimi dzisiaj często filmy są przeładowane. Tu są one stosowane bardzo oszczędnie, na przykład eksplozja nie jest pokazana z daleka jako wielki wybuch, tylko jako odgniecenie na drzwiach włazu na wierzy startowej. To daję wręcz większy efekt w umyślę widza, niż taki spektakularna eksplozja. Wielkim plusem tego filmu jest również to że pokazuje wyrzeczenia i cierpienie swoich bohaterów. Pokazuje w ten sposób że nie było to takie łatwe i oczywiste zadanie jak dzisiaj. Widz zobaczy ile wyzwań czekało na naukowców i kosmonautów, nie tylko techniczne problemy, ale również przekroczenie granic ludzkich możliwości, ludzkiej psychiki, pokonanie własnych słabości. Trochę się bałem jak Ryan Gosling wypadnie w roli Neila Armstronga, na szczęście nie przeszarżował i wyszło dość wiarygodnie. Osoby zainteresowane kosmosem i historią jego podboju z pewnością będą zadowolone po obejrzeniu tego filmu. 

Film oceniam na 4

22:46, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 listopada 2018
"7 uczuć"

Radość, złość, smutek, strach, samotność, wstyd i poczucie winy- to jest właśnie tytułowe siedem uczuć, które czuje każdy człowiek. Adaś Miauczyński powraca do czasów swojego dzieciństwa, kiedy miał spory problem z nazywaniem towarzyszących mu wtedy emocji. Aby poprawić jakość swego dorosłego już życia, postanawia powrócić do tamtego nie do końca beztroskiego okresu, by nauczyć się przeżywania siedmiu podstawowych uczuć. Ta ekstremalnie nieprzewidywalna podróż do przeszłości obfituje w szereg przezabawnych sytuacji, ale niesie za sobą również moc wzruszeń i refleksji.

Po raz kolejny Marek Koterski dotyka swym obrazem najdelikatniejszą strunę naszej duszy. Muszę przyznać że miałem parę razy pod czas seansu myśl, że kurcze, zupełnie jak u mnie. Chyba każdy ma pewne wspomnienia z dzieciństwa, które nie do końca były takie sielankowe. Z początku niestety film wydaje się beznadziejny. Wiele osób wychodziło w trakcie projekcji, zaczęło się po scenie topienia pieska. Wielu widzów się poddało, a nie słusznie, gdyż dopiero po obejrzeniu całego filmu można ten obraz prawdziwie docenić.  Podejrzewam że widzowie którzy wyszli w trakcie seansu stwierdzili że ten film jest beznadziejny. Dzieciństwo determinuje całe nasze dorosłe życie, decyduje jaki będziemy mieli charakter i czy nauczymy się współżyć z innymi ludźmi, radzić sobie z emocjami. Tego wszystkiego musi się nauczyć młody człowiek, a nie tylko dopływów Nilu. Tym niemniej dziecka trzeba słuchać, a nie tylko je mieć i się nim zajmować.Obraz Koterskiego to jest silny tego wyraz, przydatny zwłaszcza teraz gdy wielu zabieganych dorosłych nie ma czasu by pogadać ze swoimi dziećmi, chce tylko żeby były grzeczne i nie przeszkadzały. Przecież dziecko też ma swoje problemy. W filmie możemy zobaczyć całą plejadę polskich aktorskich gwiazd, Andrzeja Chyrę, Marcina Dorocińskiego, Katarzynę Figurę, Marię Ciulenis, Małgorzatę Bogdańską czy Andrzeja Mastalerza i Tomasza Karolaka. Muszę przyznać że nawet Michał Koterski dobrze wypadł w roli Adasia Miałczyńskiego, że tak powiem eufemistycznie, nie przepadam za nim, ale tutaj jego aktorstwo się broni, a grany przez niego mały Adaś pasuje do całości obrazu. Marek Koterski zdecydował się na ryzykowny zabieg by dzieci były grane przez dorosłych aktorów. Na początku trudno się do tego przekonać, ale gdy widz przyzwyczai się już do tej konwencji to jakoś to idzie. Ten nie jest łatwy i miły, tym niemniej uważam że powinien go obejrzeć każdy rodzić i zastanowić się nad swoimi relacjami z dzieckiem. 

Film oceniam na 4

Tagi: Koterski
15:48, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 listopada 2018
"Kler"

Przed kilkoma laty tragiczne wydarzenia połączyły losy trzech księży katolickich. Teraz, w każdą rocznicę katastrofy, z której cudem uszli z życiem, duchowni spotykają się, by uczcić fakt swojego ocalenia. Na co dzień układa im się bardzo różnie. Lisowski (Jacek Braciak) jest pracownikiem kurii w wielkim mieście i robi karierę, marząc o Watykanie. Problem w tym, że na jego drodze staje arcybiskup Mordowicz (w tej roli rewelacyjny Janusz Gajos), pławiący się w luksusach dostojnik kościelny, używający politycznych wpływów przy budowie największego sanktuarium w Polsce... Drugi z księży – Trybus (Robert Więckiewicz) jest wiejskim proboszczem. Sprawując posługę w miejscu pełnym ubóstwa, coraz częściej ulega ludzkim słabościom. Niezbyt dobrze wiedzie się też Kukule (Arkadiusz Jakubik), który właściwie z dnia na dzień traci zaufanie parafian. Historie trójki duchownych połączą się po raz kolejny, a wydarzenia, które będą mieć miejsce, nie pozostaną bez wpływu na życie każdego z nich.

Artystycznie film jest dość słaby, scenariusz dobrze napisany, kompletny, rzetelny, jednak nie zachwyca tak jak kiedyś "Wesele". Aktorsko jest natomiast rewelacja, Janusz Gajos w roli arcybiskupa to sama przyjemność patrzeć. Arkadiusz Jakubik po raz kolejny udowadnia że jest genialnym aktorem, który potrafi zagrać praktycznie wszystko. Rafał Więckiewicz jak zwykle gra bardzo dobrze, ale bez fajerwerków, przez cały film jest w zasadzie jednakowo zblazowany. Do tego jeszcze świetnie obsadzeni Braciak i bohaterowie drugiego czy trzeciego planu. w tym Rafał Mohr (rewelacja) czy Dariusz Kordek po prostu świetni. Film skupia się na zaprezentowaniu wszystkich głośnych grzechów kościoła katolickiego, który tworzą grzeszni ludzie, pazerni na pieniądze i władzę. Można zarzucić temu obrazowi że jest tego za dużo, jednak na tym rola tej sztuki. Dziesiąta muza jak soczewka skupia wiele problemów w jednej postaci i musi pokazać całą historie w dwie godziny, w wyniku czego dochodzi do lekkiego przerysowania. Jednak nie można zarzucić Smarzowskiemu, że sobie coś wymyślił. Wszystko co zostało pokazane w tym filmie, w tym kontrowersyjne wypowiedzi księży na temat problemu pedofilii w kościele, o tym że dziecko szukające miłości wciąga w dramat księdza były wypowiedziane przez polskich hierarchów. Do sprzedaży dzieci w sierocińcach dochodziło w Irlandii, a samopaleń księży bodajże we Włoszech. Reżyser tylko włożył kij w mrowisko i trochę nim podłubał, to wywołało wrzawę medialną. Co nie ukrywajmy nagłośniło tylko ten obraz i zachęciło widzów by ten film zobaczyć, wynik to rekordowa widownia. Jednakowoż warto jest ten film zobaczyć ze względu na jego trudny temat społeczny do przepracowania w naszym społeczeństwie. Myślę że Polacy dojrzeli do tego by na takie tematy rozmawiać, a ten film to świetny przyczynek do dyskusji na te trudne tematy. 

Film oceniam na 4+

11:38, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 października 2018
"Dogman"

Mieszkańcy włoskiego miasteczka wiedzą, że Marcello, miejscowy psi fryzjer, nie skrzywdziłby nawet muchy. Jest to niepozorny, ale lubiany przez wszystkich, dzieli swój czas między pracę, wychowywanie córki i okazjonalny handel kokainą. Z powodzeniem unika kłopotów, przynajmniej dopóki nie pojawia się trzęsący całą okolicą, wiecznie naćpany osiłek Simone. Który cały czas bezwzględnie wykorzystuje naiwność Marcella. Pewnego dnia jednak psi fryzjer będzie musiał się odgryźć. 

Przyznam że opis o lubianym przez całe miasteczko psim fryzjerze, kochającym ojcu i okazjonalnym handlarzu kokainą, który musi odgryźć się miejscowemu osiłkowi, który traktuje go jak marionetkę mnie zaintrygował. Muszę przyznać, i uprzedzić co wrażliwszych, że jest to mocny film. Mocny, ale... można by rzec. Od samego początku ma się ochotę wziąć i mocno potrząsnąć głównym bohaterem, który jest dokładnie taki sam jak psy którymi się zajmuje. Jak każdy psiak, nieważne ile pan uderzy, może nawet skatować swojego psa, ten i tak będzie go kochał i pobiegnie za nim. Straszne, ale niestety prawdziwe. Marcello jest niestety właśnie taki, cały czas ma potrzebę akceptacji, chcę żeby Simone go lubił. Jest to chyba film na wymęczenie widza. Po wyjściu z sali czuje się rzeczywistą ulgę. 

Film oceniam na 4-

15:50, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2018
"Człowiek, który zabił Don Kichota"

Znudzony reżyser reklam (w tą role wciela się znany z serialu "Gra o Tron": Adam Driver) zostaje wysłany na plan filmowy do Hiszpanii. Na skutek zaskakującego zbiegu wydarzeń trafia do małej wioski, gdzie dziesięć lat temu kręcił swój pierwszy film. Studencką etiudę o Don Kichocie. Jeden z mieszkańców, który zagrał wtedy w jego obrazie żyje do dziś w przekonaniu, że jest… Don Kichotem (genialny w tej roli Jonathan Pryce). Obu bohaterów połączy wkrótce seria zwariowanych przygód, które jednemu z nich pozwolą przewartościować swoje życie, a drugiemu zrealizować pozornie nierealne marzenia. 

Nad tym filmem Terry Giliam pracował ponad dwadzieścia lat. W tym obrazie znajdziemy również współczesne wtręty. Mamy i ukrywających się imigrantów i bogatego ruska, a nawet wspomnienie o prezydencie Trumpie. Trudno opisać ten obraz nie opowiadając jego fabuły, którą swoją drogą też ciężko opisać, bo na ekranie cały czas coś się dzieje, a film trwa ponad dwie godziny. Film na początku był dość nudny, potem mnie rozbawił, a na końcu wzruszył. Po obejrzeniu tego filmu przychodzi mi na myśl, że ludzki żywot to los Don Kichota, walczącego ze swoimi potworami. 

Film oceniam na 4-

12:38, widzfilmofil
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26